Wymiana międzynarodowa. Jechać czy nie jechać?


Rekrutacja na nowy semestr na Erasmusa trwa. Zawsze chciałam pojechać, najbardziej marzyły mi się Hiszpania albo Chorwacja. Niestety dla mojego kierunku jedyna propozycja jaka jest to Niemcy. Niby not bad, bo przecież jak chce się jechać to co za różnica gdzie, a no jest różnica! Co prawda przydałoby mi się doszlifować niemiecki i w ogóle z nim jakoś konkretniej zaprzyjaźnić, ale niestety oferta niemieckiego uniwersytetu mi nie pasi.

Dlatego postanowiłam nie jechać na siłę, byleby tylko pojechać. No bo bezsensu. Może w kolejnym semestrze zmienię zdanie. Jednak póki co zostaję tutaj, ale to wcale nie znaczy, że nie widzę plusów takiej imprezy!

Cztery lata temu, czyli dla mnie jakaś 2/3 klasa liceum, zgłosiłam się na wymianę polsko-niemiecką, tak w sumie na spontanie, i..wcale nie żałuję!!! Wtedy jeszcze nie operowałam niemieckim na takim poziomie jak teraz, można powiedzieć, że wcale w ogóle nie operowałam :D Ale przynajmniej przełamałam się z angielskim!

Może akurat Ty również jesteś teraz na etapie rekrutacji na Erasmusa albo rzucili u Ciebie w szkole ofertę wymiany międzynarodowej. Zastanawiasz się nad udziałem? Wszystko niby przemawia na 'tak', ale zastanawiasz się jakie korzyści z tego przywieziesz? Proszę bardzo, oto odpowiedź:

Sprawniejszy język

No to chyba najbardziej oczywista oczywistość. Jeżeli ktoś ma problemy z komunikacją, a w szczególności z tzw. przełamaniem się to praca za granicą albo właśnie taka wymiana są najlepszymi okazjami! Wymiana ma taką przewagę nad pracą, że mamy kontakt z rówieśnikami, a co za tym idzie tematy są bardziej przyziemne, luźne, takie o wszystkim i o niczym, w pracy często potrzeba określonego słownictwa albo już trochę większego obycia.

Wiem, że to trochę taki wytarty frazes, ale serio, mi nawet te dwa tygodnie dużo dały, bo przecież jakoś musiałam się z moją niemiecką koleżanką, Anniką, porozumiewiać. Musiałam jej opowiedzieć jaki jest plan na kolejny dzień, czasami musiałam pełnić funkcję tłumacza pomiedzy Anniką a moimi rodzicami czy po prostu pogadać żeby lepiej się poznać no i żeby nie było niezręcznej ciszy podczas powrotu do domu.

Takie "muszę", "wypadałoby" sprawiły, że łatwiej było mi potem czy to gdzieś za granicą na wycieczce czy po prostu na zajęciach w szkole wypowiadać się w obcym języku i to nie wyuczonymi zwrotami, ale luźniejszym, bardziej naturalnym językiem.

Nowi ludzie, nowa kultura

No ok, kolejna rzecz dość oczywista. Masa zdjęć, masa wspomnień..chociaż teraz nie mamy ze sobą kontaktu, przynajmniej nie ze wszystkimi, wiadomo, od czasu do czasu poczatuję z Anniką o takich codziennych sprawach, ale to też jest fajne! :)

Nikt nie będzie żył wymianą jeszcze 10 lat po zakończeniu całej imprezy, ale całe wspomnienia, które wracają przy oglądaniu zdjęć są niesamowite i po prostu wywołują ogromny uśmiech! "Imprezy integracyjne" w czasie wolnym, wspólne zwiedzanie, poznawanie się nawzajem, swoich domów, okolic, zwyczajów i tradycji, no i przede wszystkim różnic - poznawanie, akceptowanie i rozumienie, a na zwięczenie tych dni, tygodni wspólnie spędzonych wszystkie śmieszno-żenujące zdjęcia, które trzeba przewinąć szybciej. Czy chociażby dla takich wspomnień i przeżyć nie warto się skusić?! :D

Rozwój osobisty

Ale ładnie nazwałam ten punkt, co? :D Ale no tak jest! Wiadomo, im dłużej, tym większy wpływ, większe zmiany i bardziej długotrwałe. Oprócz rozwijania swóich umiejętności językowych, otwieramy się na ludzi, poszerzamy horyzonty, poznajemy różne opinie, różnych ludzi, możemy się nauczyć od nich czegoś dobrego, wyciągnąć z nich to co najlepsze, jak i rozpoznawać to co najgorsze, uczymy się pracować z ludźmi, przebywać z nimi, dogadywać - nawet z tymi trudniejszymi przypadkami.

Na takiej wymianie, jeżeli szkoła wszystko fajnie zorganizuje, spędzay dużo czasu razem, czasami robiąc nawet jakieś dziwne zadania, jesteśmy w pomieszanych grupach, także oprócz radzenia sobie z głupimi zadaniami, uczymy się także jakoś znosić i radzić z ciężkimi ludźmi (i mówię tu o charakterze, ok?), jeśli takowi trafią się w naszym zespole.

Niektórych to może przerażać, a co jak trafię na niefajnych ludzi? a co jak się nie polubimy? a co jak nie będę miał z kim gadać? Zawsze trafi się ktoś niefajny, nieprzyjemny, ktoś kto może będzie irytował swoim zachowaniem albo będzie po prostu psuł atmosferę swoją osobą, ale zawsze też znajdzie się osoba, z którą będzie można pogadać, chociażby dlatego, że będzie ją irytowała ta sama osoba, co nas ;) Bo przecież...


Ja tu oczywiście nie namawiam do hejtu czy do szukania wspólnej "ofiary", ale no..nikt z nas się nie urodził wczoraj i wiemy jak jest, co nie?

Na Erazmusie to dopiero musi być szkoła życia: mieszkasz poza domem, w dodatku za granicą, w akademiku z przeróżnymi ludźmi i co więcej, z przeróżnymi nacjami, a co za tym idzie - zwyczajami, kulturami, tradycjami i zachowaniami. Do tego studiujesz, wszystko w innym języku niż ojczysty, czasami przedmioty, o których słyszysz pierwszy raz. To dopiero przygoda!!!

Halo Ziema, czyli łapiemy dystans

Każda podróż to złapanie dystanu, oddechu, innego spojrzenia. Pomaga nam zrozumieć kim są dla nas nasi bliscy, ile dla nas znaczą, a  czasami pomaga nam również zrozumieć samych siebie.

Poznając przy tym innych ludzi mamy, może to nie zabrzmi za dobrze, ale mamy porównanie, gdzie nam lepiej i z kim nam lepiej. Mamy też okazję żeby zwyczajnie zmienić otoczenie i zatęsknić za domem <3 A jak się wraca to rozmowa z rodziną jest taka sympatyczna...przynajmniej przez najbliższe kilka godzin.

Wyrywamy się z monotonii, z naszej dotychczasowej codzienności, dzieje się coś innego, mamy inne zajęcia, dystansujemy się do naszego życia, do naszych spraw. Mamy szansę na trochę zapomnieć o naszych problemach, spojrzeć i ostatecznie podejść do nich zupełnie inaczej.

Oczywiście takie wyjazdy, wymiany, erazmusy mają swoje minusy, no ale halo, co nie ma?! Czasami nawet jeden minus przy tylu plusach jest przeważający, przynajmniej jeśli chodzi o Erazmusa, bo jest to wyjazd na ok. pół roku, więc decyzja jest poważna, ale są ludzie i ludziska! Każdy patrzy na sprawę pod własnym kątem, pod własne możliwości, typ charakteru, sposób i plan na życie, także nie da się dać jednej odpowiedzi dla wszystkich: JEDŹ! albo NIE JEDŹ!

Ale jeśli wszystko jest na 'tak' i już jedną nogą jesteś na wyjeździe tylko masz jakieś bliżej nieokreślone niewiemocomichodzi, chybasiętrochęcykam to jedź jedź jedź, nie pożałujesz a tylko zyskasz! A wszystkie obawy na miejscu od razu znikną!

Pomogłam chociaż trochę? :)
Copyright © 2017
fanaberie Patrycji
, Blogger