La La Land - czy nie za dużo tego "lalala"?


"Los Angeles. Pianista jazzowy zakochuje się w początkującej aktorce." 

Zacznę od takiego małego usprawiedliwienia. Nie wiem czy wiecie albo czy może sami zauważyliście, ale opinia i wrażenia po filmie nie zależą od samego filmu. Zależą też m.in od:

  • towarzystwa - to raczej oczywiste, nikt nie lubi ciągle gadającego czy mlaszczącego towarzysza
  • zapachu w sali - no bo halo, czuć śmierdzące skarpety przez cały film? oczy zaczynają łzawić tak bardzo, że nawet się napisów nie widzi, więc jak ocenić taki film pozytywnie?
  • gatunku - i chociaż często wybieramy go sami, ewentualnie na spółę z osobami, z którymi idziemy, to kina jak widać też lubią robić w balona :( wybierając Pakiet Komediowy nie spodziewałam się może nawet nie tyle co musicalu, co np.MELODRAMATU?!?

Na szczęście nikt obok mnie nie mlaskał, ale pkt. 2 i 3 trooochę obniżyły z początku ocenę filmu, a żeby wrażenia były pozytywne musiałam dojść do siebie :D Dlatego na początku oceniłabym film na jakieś 4 albo max. 5. W ogóle nie wiedziałam o co chodziło z tym stepowaniem, dlaczego nagle wszyscy śpiewają i latają po ekranie. Jednak kiedy dowiedziałam się, że to był melodramat + musical, spojrzałam na La La Land zupełnie inaczej...

Duet Ryan Gosling i Emma Stone - kocham! Już przez samego Goslinga moja ocena filmu skoczyła do 6 :) Oni dla mnie mogliby być parą w każdym filmie! Chociaż nie ukrywam, scena kiedy Emma, a raczej Mia, zmienia buty żeby mogli postepować po ławce - bawi max.

Jak zwykle, czy to razem czy osobno, ich dwójka wypada świetnie! Uwielbiam ich grę, ich talent, uwielbiam poziom atrakcyjności Goslinga i te "dziwne" miny panny Stone. Osobno są genialni, razem jeszcze lepsi. A ich dialog, dla niektórych nieśmieszny, mojemu poziomowi żartu odpowiada ;)

Pojawia się dużo postaci na chwilę - dłuższą i krótszą. Jak dla mnie trochę za krótką, by jakoś sensownie ich ocenić. Tym bardziej, że raczej byłam skupiona na relacji Mia (Emma Stone) - Sebastian (Ryan Gosling).

Miłość Mia i Sebastiana poziomem romantyczności bliska była tej z filmu Pamiętnik, chociaż wtedy partnerka Goslinga była inna. Ale to nic! Oczywiście wszystko było pięknie i romantycznie, dopóki dopóty nie wdarła się codzienność, chęć spełniania marzeń, dążenia do celu.. Ciężko jest iść wspólną ścieżką kiedy chce się iść w dwóch różnych kierunkach.

Ale to nic, Mia i Sebastian mieli na siebie tak gigantyczny wpływ, że nawzajem napędzali sobie motorek do działania. Co było piękne! Bo pomimo tego, że gdzieś tam z tyłu głowy mieli myśl, że może być ciężko, że może jednak się nie udać albo że nawet może dojść do najgorszego, popychali się do działania, do marzeń, do realizacji ich! Mimo, że wiedzieli...

Podczas filmu to całe śpiewanie cichnie, a stepowanie w ogóle znika - i bardzo dobrze! Chociaż, szkoda, że te tańce i śpiewy nie są rozłożone jakoś bardziej równomiernie podczas filmu. Mimo, że nie byłam przygotowana tej nocy na musical to jak już był on sobie tym melodramatem musicalowym to mogło być to jakoś mądrzej rozplanowane.

A tak to na samym początku bohaterowie atakują, a wręcz bombardują, nas wszystkimi możliwymi cechami musicalu jak i swoimi umiejętnościami - od śpiewania do suszarki, przez stepowanie na ławce, po latanie po ścianie w obserwatorium, a od drugiej połowy jest jedna, może maksymalnie dwie sceny kiedy wydają z siebie jakiekolwiek nuty.

Czy miłość Mii i Sebastiana przetrwa? Czy ich marzenia się spełnią - czy Sebastian otworzy własny klub jazzowy i będzie grał to, co w jego duszy, a Mia zostanie cenioną aktorką? Czy Sebastian dobrze wybrał wybierając sesję do magazynu zamiast wydarzenia ważnego dla Mii? A czy Mia dobrze zrobiła godząc się na to ostatnie przesłuchanie?

No cóż, powiem tylko tyle. Tak jak wybory Mii i Sebastiana, tak i wybory każdego z nas, te mniejsze i te większe, mają wpływ, większy albo mniejszy. Ale każdy wybór ma wpływ! Na sytuacje, na relacje, na nas samych. Ma wpływ na to co zdarzy się za chwilę albo za jakiś czas. Dopiero kiedy zauważymy skutki jakiejś naszej decyzji, wiemy czy była ona słuszna czy nie. Dopiero wtedy wiemy czy poprowadziła nas w dobrą stronę i dopiero wtedy wiemy ile dzięki takiej decyzji zyskaliśmy, a ile straciliśmy.

Tradycyjnie dorzucam Wam trailer, polski zwiastun, który dopełni mój post ;)


Ja go oglądałam, co prawda, przedpremierowo, ale już od ok. 2/3 tygodni jest w kinach, więc na pewno ktoś z Was go również oglądał. No i jak wrażenia? :)
Copyright © 2017
fanaberie Patrycji
, Blogger