STENA LINE + Szwecja w pigułce


Tak jak wspominałam już na fanaberiowym fejsbuku - ostatnim punktem, atrakcją wakacyjnych wojaży była Szwecja. Popłynęliśmy rodzinnie promem Stena Line i spędziliśmy jeden dzień w Szwecji (Szwecja w pigułce).

Ponieważ sama miałam wiele pytań, wątpliwości przed podróżą, no i ogólnie byłam ciekawa jak taki rejs wygląda oraz ponieważ zauroczyłam się szwedzką kulturą jak i widokami i spokojem a wielu informacji po prostu nie mogłabym zachować tylko dla siebie, wpis podzielę na dwie sekcje ;)

Stena Line



Kilku znajomych już tym promem płynęło i mega zachwalało. Że tyle atrakcji, że tyle tego i tamtego, że tak świetnie się płynie, same ochy i achy. A ja powiem tak: dupy nie urywa.

Nie powiem..fajne doświadczenie, kabiny czyste, łóżka wygodne, łazienki też okej. Czy faktycznie jest tak dużo atracji? No jak dla mnie niekoniecznie. Są chyba z 4/6 restauracji do wyboru (tak, ceny trochę z kosmosu przynajmniej po przeliczeniu na polskie realia, np.hambuger za ok.100/120 SEK, co daje nam na polskie 50/60zł), disco, które poza sezonem jest zamknięte, SPA (dodatkowo płatne - za 25-55 minut przyjemności od 169 do 579 koron), sklep z pamiątkami i różnymi łakociami (tak, alkohol też jest), sklep bezcłowy, "casino" (jeden stół do ruletki <haha>) i..chyba to wszystko. Ja jeszcze słyszałam z plotek, że jest kino i coś tam jeszcze, ale na Stena Spirit i Vision tego na pewno nie ma.

Czy buja? Nie będę oszukiwać..trochę tak. Przynajmniej na koniec września bujało, wiadomo bliżej już jesieni niż wiosny czy lata. Przeważnie nieodczuwalne, ale kilka razy bujnęło tak porządnie, że aż mój żołądek poczuł, gdzie ja raczej chora lokomocyjnie ani morsko nie jestem także osobom bardziej wrażliwym polecam raczej spokojniejsze miesiące :)

Czy są ręczniki? Tak, na każdym łóżku jest ręcznik. Co jeszcze można znaleźć w kabinie? My wzięliśmy kabinę 4-osobową i dostaliśmy: czajnik, kilka herbat, kaw, cukier, mleczko. Był nawet telewizor, a tam 2 kanały polskie. Kontakty są standardowe, przejściówka europejska, także w tym temacie nie trzeba się martwić ;) W łazience jest ładnie pachnący żel pod prysznic/mydło+szampon (takie 2w1). Poduszki, prześcieradła i kołdry też oczywiście są.

Co ważne? Wiadomo, że na wakacje nie jeździ się co miesiąc i jak już się jedzie to można zaszaleć. No pewnie, w końcu na coś człowiek pracuje :D I ja też taką zasadę wyznaję, jednak w przypadku Stena następnym razem (o ile taki będzie) zrobię wyjątek. Tak jak pisałam wyżej ceny są z kosmosu, ale nie byłoby to tragedią gdyby jedzenie było chociaż dobre. Niestety. Płynąc z obsługą szwedzką (o ile dobrze pamiętam to Stena Vision) jedzenie jest okropne - dziwnie doprawione albo w ogóle bez smaku. W wielu barach jest opcja takiego a'la szwedzkiego stołu, gdzie za osobę wychodzi 200 koron (jak np. w C-VIEW BAR) albo 60 SEK (jak np. w Food City), dlatego naprawdę polecam (i może to zabrzmi jak typowe cebulactwo) zrobić sobie kanapki, wziąć jakieś przekąski z domu i dopłynąć do Szwecji z własną wałówą, bo na promie po prostu szkoda wydawać kasy na żarcie. Ewentualnie kanapki (24 SEK/szt.) były smaczne w Metropolitan Bar czy jakaś kawa, lampka wina, bo wiadomo..o suchym pysku też się nie chce siedzieć ;) Już lepiej iść do tego promowego sklepiku i kupić jakieś szwedzkie alko czy łakocie, ale z tym też się można wstrzymać do drogi powrotnej, bo podczas całodniowego łażenia po Szwecji też jest czas żeby o jakiś sklep zahaczyć.

Dla osób palących: na cały wyjazd zaopatrzcie się w swoją ukochaną używkę, bo te to są już naprawdę cholernie drogie. Chyba, że planujecie rzucenie palenie to rejs Stena jest dobrym pomysłem :D

To chyba byłoby na tyle jeżeli chodzi o wrażenia po rejsie jak i najważniejsze uwagi oraz wskazówki, dlatego teraz możemy przejść do części drugiej:

Szwecja w pigułce



Do Szwecji dopłynęliśmy ok.7 i wg planu o 7:30 mieliśmy ruszyć autokarem na wycieczkę. Szwecja przywitała nas niestety bardzo chłodno i mokro :( Zaopatrzyłam się w wygodne buty, półgolf i parasol, ale kurde zapomniałam o czapce (!!!) Także osobom płynącym w tym szczególnie chłodnym okresie polecam zaopatrzyć się dodatkowo w czapkę i szalik.

Przewodniczkę mieliśmy nieziemską <3 Edyta (w Szwecji, jak i w sumie w wielu innych krajach, jest zwyczaj walenia od razu na 'Ty', nawet dziecko do nauczyciela może mówić po imienia bez żadnego per Pani per Pan i jest to naturalne, dopuszczalne i nikt z tym nie ma problemu, fajnie co?) mieszka w Szwecji, a konkretniej - w Karlskronie, już parę lat dlatego przedstawiła nam wszystko bardziej "od kuchni" i w dodatku w taki sposób, że nawet nie dało się zasnąć w autokarze :D

Ponieważ pogoda się nie zmieniała, Edyta postanowiła zmienić trochę kolejność żebyśmy dopóki nie przestanie tak paskudnie padać, musieli jak najmniej wychodzić :) Mimo to zaczęliśmy od punktu widokowego w Karlskronie, z którego zdjęć nie będę Wam prezentować, ponieważ nie nadają się one do niczego, a że przy tym zmokłam niemiłosiernie smuci jeszcze bardziej.

Pojeździliśmy trochę po Karlskronie. Kiedy w końcu przestało padać, przeszliśmy się pomiędzy cudownymi szwedzkimi domeczkami.


Ponieważ "Szwedzi niczego nie wyrzucają" to nawet stary nower nadaje się na dekorację czy kwetnik ;)

To jedne z mniejszych domków, inne mają bardziej "ludzkie" wymiary. Stojąc przy tych ze zdjęcia, chcąc nie chcąc, trochę chamsko zaglądało się w okna mieszkańców. Gdyby jednak zakładali firanki nie byłoby takiego problemu :D A dlaczego tego nie robią? Ponieważ Słońce jest u nich tak krótko, chcą każdy promień wyłapać, zabrać do swojego domu, a wszelkie zasłony, firany blokowałyby ten proces.

Potem mieliśmy krótki przystanek przy kamieniu runicznym Bjorketorpsstenen, którego nie wolno dotykać, ponieważ zawarta jest w nim klątwa także be careful ;) Przy okazji odwiedziliśmy kościół średniowieczny w Ronneby, który w środku mimo, że jest bardzo prosty, nie ma w nim przepychu ani zbędnych dekoracji, jest bardzo piękny!

Potem przeszliśmy się terenem dawnego uzdrowiska (teraz jeden z najpiękniejszych parków w Szwecji) - Ronneby Brunn/Brunnsparken.


Ostatnim punktem przed czasem wolnym było cmentarzysko z epoki wikingów w Hjortsberga/Hjortahammar.

Czas wolny trzeba było oczywiście zacząć od jedzenie i ciepłej kawy/herbaty :) Na jedzenie zdecydowaliśmy się w Marinmuseum, gdzie wyniosło nas to 100 SEK/os.


Wejście do Marinmuseum nie jest odpłatne, a można tam zobaczyć wiele ciekawych rzeczy i to nie tylko dla morskich freaków ;)

Zobaczyć można oczywiście rekonstrukcje dawnych łodzi, makiety miast, stroje marynarki itd., ale co jest jeszcze bardziej super...Hala Okrętów Podwodnych, do których można wejść i zobaczyć jak wyglądało tam życie. Można zwiedzić także Tunel podwodny osadzony na dnie, co jest już w ogóle wow wow wow :D Dużo jest animacji, jest też kilka zakątków interaktywnych..naprawdę bardzo fajnie rozplanowane muzeum i tym bardziej, że jest za friko to warto zajść.

Niemożliwym do pominięcia punktem były oczywiście pamiątki! Za które zapłaciliśmy 113 kr (magnesy były po 49 a pocztówki po 15, także no...), ale jak już się jest i się obiecało przynajmniej tym najbliższym to nie można było inaczej, prawda? :( Niestety nie mieli znaczków w sklepie z pamiątkami/informacji turystycznej, dlatego trzeba było się przejść do Hemköp - niedaleko rynku w Karlskronie, gdzie znaczki kosztowały 13 kr. Przy okazji zrobiliśmy inne, spożywcze, zakupy i pozliśmy do Heliga Trefaldighets kyrka (czyli kościoła Trójcy Świętej).

Po tym wszystkim starczyło nam jeszcze czasu na kawę i szwedzkie bułeczki cynamonowe <3


Cały ten zestaw w Espresso House kosztował nas 170 kr. Chyba najlepszy deal wyjazdu haha A tak na marginesie..wiecie ile kaw piją Szwedzi? Z naszych obliczeń w autokarze, biorąc pod uwagę wszystkie przerwy w pracy, kolacje, śniadania itd, wyszło..8 KAW DZIENNIE.

A tak apropo pracy..wiecie jaki luz jest w tym temacie w Szwecji?! Nie musisz być w pracy punkt 6 czy 7..masz się pojawić do godz. 9 i wysiedzieć 8h. Po prostu wyjdziesz albo wcześniej albo później - zależy to od Ciebie :) W dodatku co 2h jest przerwa na kawę (nawet jest zatrudniania specjalna osoba do parzenia kawy tak żeby jej nigdy nie zabrakło), no i raz jest przerwa obiadowa.

No, ale wracając do programu wycieczki..kiedy wszyscy się już zebrali pojechaliśmy na największe wyspy Archipelagu Karlskrony - Senoren, a następnie na Sturkö (co się śmiesznie wymiawia - śjurko :D) Tjurkö, gdzie przeszliśmy się dawnym kamieniołomem.


Ze Szwecją pożegnaliśmy się na jednej ze stron cieśniny Finskan z widokiem na wojskową twierdzę Kungsholmen, która kiedyś broniła dostępu do Karlskrony od strony morza.


Jako, że mieliśmy jeszcze sporo czasu do odprawy i odpłynięcia, Edyta zaproponowała nam zakupy w Maxi, gdzie można było kupić coś typowo szwedzkiego "dla siebie i dla rodziny". My postawiliśmy na kawę Gevalia Intensivo (12,90 kr) oraz słodycze Geisha (34 kr) :D Coś co mnie najbardziej zdziwiło i zaskoczyło (ale jak najbardziej pozytywnie) w tym supermarkecie to ilość produktów eko - od herbat, przez słodycze po..wszystko! I to w cenach niewiele różniących się od tych "standardowych". Można? Można!!!

Szwecja pożegnała się z nami o wiele lepiej i cieplej niż przywitała, dlatego pozostanie mi dobry obraz po tym wyjeździe. Tym bardziej, że ich mentalność i kultura totalnie mnie zaskoczyły - ten spokój, opanowanie, ułatwianie sobie nawzajem życia (np. jak jeden Szwed kosi to jego sąsiedzi od razu też chwytają za kosiarki, bo jak hałasujemy to raz a porządnie albo kaucjowanie butelek, puszek, tak jak też się to robi w Niemczech, a potem zamiast wywalać i zaśmiecać, ludzie oddają to do specjalnych maszyn, bo jest z tego kasa). Jednak jest ona dużo bardziej chłodna, smutna i ponura niż Polska..dlatego nie dziwię się, że jest tam tak wysoki współczynnik samobójst..sama po tym jednym dniu zaczęłam popadać w deprechę haha


Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy.. Trzeba było w końcu wrócić z tych rozjazdów żeby chociaż zapoznać się z planem na nowy rok akademicki :(

I jako, że zbliża się ten wyczekiwany przez wszystkich studentów moment, życzę Wam dużo siły oraz silnej woli żebyście uczyli się na bieżąco haha :D

Powodzenia Przyjaciele!
Copyright © 2017
fanaberie Patrycji
, Blogger