Open'er Festival 2016 - odkrycie roku, najlepsze gwiazdy, plusy i minusy


Rok 2016, tak żeby nie zapeszać, ciągnie się (póki co) bardzo dobrze - przynajmniej pod względem marzeń i życzeń :D

Ostatnio spełniło się kolejne jedno z moich marzeń - w końcu byłam na Open'erze <3


Nawet teraz nie mogę zebrać myśli, bo kiedy wracam do tych festiwalowych dni do głowy znowu uderzają mi te wszystkie pozytywne emocje - podekscytowanie, ciekawość, radość i totalna beztroska :)))

Co prawda byłam tylko na 2 z 4 dni, ale z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że Open'er Festival to coś niesamowitego!!!! Wiadomo, że można by było się do czegoś przyczepić, ale przy tak ogromnej imprezie ciężko żeby wszystko w 100% wyszło ok. Na tyle ile było to możliwe pod względem organizacji, bezpieczeństwa, atrakcji i występów impreza przebiegła super ;)

Ale powoli..

 Dzień #3 (#1)

Wygrywami tego dnia są zdecydowanie Wiz Khalifa i Silent disco.

Chociaż super fanką Wiz'a nie jestem to jego występ porwał mnie na maxa! Energia podczas koncertu była fantastyczna, już dawno nie czułam się tak naładowana :) A co nie zaśpiewałam to sobie dotańczyłam!

Jeżeli chodzi o Silent disco to każdemu polecam iść jeżeli tylko będzie miał okazję! Dla tych, którzy nie za bardzo wiedzą o co chodzi: każdy na sali ma swoje słuchawki i każdy może wybrać dowolny kanał - wygląda to serio mega komicznie kiedy jedni powoli się kołyszą a drudzy tańczą jakby byli rażeni prądem :D

Tego dnia miałyśmy okazję być także przynajmniej częściowo na koncercie Zbyszka Wodeckiego z orkiestrą oraz Dawida Podsiadło, który jak zwykle swoim niebanalnym poczuciem humoru ale i minimalizmem oraz elegancją podczas występu porwał cały namiot.

Muzycznym odkryciem tego dnia był dla mnie zespół Jóga. Polska grupa 3 ziomków utrzymująca się w klimacie jednocześnie niepokojącym, mega ujmującym i przeszywającym wszerz i wzdłuż wszystkich wnętrzności, ale zarazem pięknym i niezwykle wrażliwym. Niżej w swojej topowej liście dodałam jeden z ich utworów także ten kto chce może sobie od ręki posłuchać ;)


Dzień #4 (#2)

Dzień strasznej niepogody, ale za to wspaniałego programu.

Największe oraz najbardziej porywające i do tańca i emocjonalnie show zrobili Bastille oraz Pharrell Williams.

Niby prostymi, ale zawsze!, polskimi zwrotami serce publiczności zdobył Dan Smith. Do tego doszło parę uroczych przemówień i wejście w publiczność i boom! sukces murowany :D Naprawdę świetnie im to wyszło, było bardzo klimatycznie i energetycznie - z chęcią poszłabym na jeszcze jeden koncert Bastille, bo są cudowni (przez youtube'a tego nie czuć) <3

Jeżeli chodzi o Pharrella to podczas koncertu byłam nim zachwycona! Co prawda z początku śpiewał mało znane mi utwory, ale druga połowa występu była mega genialna!!! Szczególnie gadka o wolności, o byciu sobą..niby banalne, ale w takich okolicznościach ma to podwójną moc :) Po koncercie Pharrella byłyśmy z dziewczynami super-hiper-mega-pozytywnie naładowane na caaaałą noc, zrobiło nam się jednak trochę przykro, kiedy zobaczyłyśmy tyle negatywnych komentarzy po występie, że playback, półplayback, że żenada..więc puściłyśmy to mimo oczu i jarałyśmy się dalej :D Ale kiedy wróciłam do domu i przejrzałam nagrane filmiki jestem skłonna zgodzić się z "półplayback'iem" :( Szczególnie jeśli chodzi o pierwszą część koncertu..co do końcówki, czyli tych najbardziej znanych utworów to jestem przekonana o naturalnym wykonie i jestem w stanie wybaczyć ten początek..bo oprócz tego Pharrell zadbał o tancerki, oprawę dookoła (hmm, może chciał tym zatuszować swoje "wspomaganie"), udział publiczności oraz ogólny efekt show i nie wiem jak reszta, ale my bawiłyśmy się świetnie!!!

Oprócz tego chociaż chwilę (bo koncert został przesunięty i skrócony "z powodów niezależnych od organizatorów", czyli mega ulewę i wiatr) miałyśmy okazję posłuchać The 1975 - nawiasem mówiąc, współczuję osobom, które czekały na ten koncert najbardziej, bo zamiast godziny czy 1,5, koncert trwał zaledwie 40 min. Ale mimo tego, chłopaki dali z siebie wszystko :) Wisienką na torcie tego dnia był Kygo, który dał czadu tak, że aż słychać go było przy niebieskim namiocie - totalna torpeda! Ale nie posłuchałyśmy go do końca, bo zgłodniałyśmy a jeszcze chciałyśmy zahaczyć o Silent disco ;)

Mimo, że po pierwszym moim dniu a trzecim festiwalowym byłam mega zmęczona i kolejnego dnia zarzekałam się, że nie dałabym rady pociągnąć tak 4 dni to kiedy Open'er się skończył było mi bardzo smutno tak jakbym wracała po mega udanym obozie i musiała się rozstać z wieloma wspaniałymi osobami. Wiem, że brzmi głupio, ale tak jest ;)

Co na plus? *Darmowe autobusy z Gdyni Głównej do Kosakowa - miło, że organizatorzy zadbali o płynny i pewny przejazd festiwaliczów; *Płatność tylko i wyłączeni kartami lub doładowanymi zegarkami, co skróciło i tak długie kolejki; *Full atrakcji - także każdy może znaleźć coś dla siebie, a nawet każdego dnia spróbować czegoś innego; *Różnorodność (pod względem muzyki) na poszczególnych scenach

Co na minus? *Dopuszczenie do playback'u/półplayback'u/jakiegokolwiek wspomagania przy występie; *Ceny części gastronomicznej (kumam, że to festiwal i, że każdy chce zarobić, ale kurde.."szanujmy się"); *Zachowanie niektórych osób, które zachowują się jakby koncert był tylko dla nich i nagrywają każdą możliwą część przeszkadzającym tym samym innym przy napawaniu się chwilą czy spinanie się o miejsce lub specjalnie rozpychanie się jakby konkretne miejsce w takim mega tłumie czekało właśnie na nich;

To by było na tyle jeżeli chodzi o moje podsumowanie i wrażenia po tej edycji Open'er Festival. Czy wybiorę się za rok? Z przyjemnością jeżeli czas i fundusze na to pozwolą ;) Już nawet rozważamy z dziewczynami zakupienie Early Birds, czyli biletów wypuszczanych przed festiwalem, kiedy w ogólne nie jest znany line-up - wtedy bilet 4-dniowy jest tańszy o 100-150 zł, więc warto o ile trafi się z programem ;)

Poniżej możecie posłuchać mojego top 7 piosenek wykonawców, których miałam okazję zobaczyć i (tak dłużej) posłuchać :) Tym, którzy jeszcze nigdy nie byli a rozważają mega polecam pojechać na Open'era - tego nie da się opisać, to trzeba przeżyć!!! A z roku na rok jest ponoć coraz lepiej <3 No a poza tym - trzeba w końcu znaleźć Jarka!!! :D

Miłego popołudnia!

TOP 7:

1. Wiz Khalifa - We dem boyz


2. Dawid Podsiadło - Pastempomat


3. The 1975 - Chocolate


4. Bastille - Overjoyed


5. JÓGA - Cztery


6. Pharrell Williams - Freedom


7. Kygo - Firestone


Copyright © 2017
fanaberie Patrycji
, Blogger