Epoka disco, seksu i skandali w 2D

źródło: mokpiastow.pl
Kolokwia w większości pozaliczane, ale za to zbliża się sesja więc w ramach nagrody i rozluźnienia poszliśmy wczoraj do kina :) Wybór był trudny, trzeba było zrobić głosowanie, bo strasznie dużo filmów wartych obejrzenia pojawiło się ostatnio w kinach.

Ostateczny dylemat rozgrywał się pomiędzy: Nice Guys. Równi goście, Dzień Bastylii a Zakładnik z Wall Street

Wszystkie na swój sposób ciekawe, z dobrą obsadą i ambitną fabułą, warte wydania kasy na przesolony popcorn! Jednak w ramach demokracji wygrał film Nice Guys.


Biorąc pod uwagę obecną sytuację studencką i osobistą ten film był strzałem w dychę!!! Przepełniony sarkazmem, niezliczonymi zwrotami akcji oraz nieszczęściami na każdym kroku.

Czy połączenie prywatnego detektywa uzależnionego od nikotyny, alkoholu i kobiet z mięśniakiem do wynajęcia z licencją na zabijenie może mieć dobre skutki? No cóż... :)

Obaj panowie nawet na plakacie wydają się jakby z dwóch innych światów: Russell Crowe - prawdziwy mężczyzna, typ "lumberjacka", dobrze zbudowany, z ciężką ręką i mordem w oczach, który nie lubi się cackać ze swoją robotą, szanując przy tym czas swój i swoich ofiar, urocze prawda? Z kolei Ryan Gosling to elegancki, dopięty na ostatni guzik, styl, dobra klata, gładka twarz i spojrzenie, przez które roztapia się milion kobiet (tak, mi też się to zdarza).

W filmie ich połączenie daje mieszankę co najmniej wybuchową. Holland March (R. Gosling) i Jackson Healy (R. Crowe) są zmuszeni do współpracy przy jednym zleceniu - rozwikłania zagadki zaginionej dziewczyny (tak by the way, córki szefowej Departametnu Sprawiedliwości), z początku idzie im to opornie, nie szczędzą sobie uszczypliwości i nieprzyjaznych spojrzeń. Każdy z nich pewnie zająłby się sprawą na własną rękę, gdyby nie fakt, że na jednego jak i na drugiego polują ci sami wynajęci mordercy.

W momentach, gdy ujawniają się ich największe słabości (a raczej jednego z nich - March'a) pojawiają się problemy, a sytuacja się trochę komplikuje. Jednak nie można zarzucać detektywowi Hollandowi całkowitego obijactwa i zajmowania się tylko upajaniem trunkami, ponieważ przez jego wieczne upadki z niemałych wysokości wychodzą co rusz to nowe fakty, więc można nawet powiedzieć, że w tym szaleństwie jest metoda!

Najwięcej krwi, połamanych kości i oddanych strzałów jest tu dzięki panu Healy, który podczas całego filmu ich ani przez chwilę nie szczędzi. Na co krzywym okiem patrzy córka March'a - Holly March (Angourie Rice). Wychowywana przez ojca-detektywa wyrobiła sobie bystry umysł i techniki manipulacji, jednak w przeciwieństwie do pana Healy preferuje ona inne metody wyciągania potrzebnych infromacji od podejrzanych.

Relacje ojca z córką są tu dość hm..czy dziwne? Myślę, że zdarzają się takie przypadki, szczególnie przy wychowywaniu przez samotnego ojca (bez obrazy!). Mylenie imion koleżanek czy zabieranie przypadkiem córki na akcje, która kończy się przyłożeniem jej gnata do kręgosłupa.. Przynajmniej, jako jedna z niewielu będzie miała wyraźne wspomnienia z dzieciństwa ;)

A wracając do szefowej Departamentu Sprawiedliwości mamy porównanie relacji matka-córka, które biorąc sprawę trochę stereotypowo powinny być lepsze i bardziej ugrane. No cóż, jak widać matczyna miłość matczynej miłości nierówna, częściej liczy się stołek i hajs, a gdyby tego było mało to nawet dowody tak bardzo konkretne nie wygrają z systemem.

Nie brakuje tu ani śmiechu ani akcji, a jeżeli dodatkowo marzy Ci się podróż w czasie to dzięki Równym gościom cofniesz się do Los Angeles z 1977 :D Koniecznie objerzyj i przekonaj się jakim happy end'em się to skończyło!


Czasami okazuje się, że jednak wygrywasz
Jeden z piękniejszych cytatów jaki wyciągnęlam z tego filmu :) Warty zapamiętania!

Dobrego tygodnia!
Copyright © 2017
fanaberie Patrycji
, Blogger