Kosmetyki Wibo - miłość od pierwszego użycia


Melduję się!!! Co prawda na ostatnią chwilę, ale grunt, że jeszcze w tym tygodniu ;) Z okazji, że ostatnie dni były dla mnie bardzo intensywne i ciężkie to na dzisiejszy niedzielny wieczór przygotowałam coś lżejszego, przydatnego (bardziej dla Pań) i, to przede wszystkim, ładnego albo raczej upiększającego :) Kosmetyki firmy Wibo - to o tym dzisiaj będzie mowa.

Zaczęło się całkiem nieświadomie parę lat temu, kiedy szukałam idealnego tuszu dla siebie, z czym zawsze miałam problem i co było moją chwilową zmorą, i tak trafiłam na ten w zielonym opakowaniu. Nie zwróciłam wtedy kompletnie uwagi na firmę. Potem przez przypadek kupiłam kredkę tej samej marki i kiedy w końcu nieogar, czyt. ja, ogarnął, że to z jednej paczki to postanowił posprawdzać inne produkty firmy Wibo, co doprowadziło do powiększenia mojej kolekcji.

Dalej zauroczona i mega zadowolona z każdego z nich postanowiłam się z Wami tym podzielić i być może zarazić albo przekonać którąś z Was do tej firmy :)

Co już przetestowałam i co polecam?


Mascara Growing Lashes (pogrubiająco-wydłużająca, dodatkowo stymulująca wzrost rzęs) Mascara Waterproof Volume Size Lash (pogrubiająca i wodoodporna) + Kredka Long Lasting Liner - tak wygląda mój codzienny, podstawowy zestaw jeżeli chodzi o oczy.


                 
Oba tusze są super - jeden (ten "zielony") cudownie wydłuża, wyciąga rzęsy, a drugi (ten "niebieski") nie dość, że jest wodoodporny to jeszcze pogrubia. W połączeniu dają one, przynajmniej dla mnie jeżeli chodzi o wyskok na kawę czy na uczelnię, idealny efekt - oczy są naturalnie podkreślone. Co jeszcze ważne - tusze nie sklejają rzęs, a ten "zielony" nawet je ładnie rozczesuje i rozdziela. Robiąc lekką kreskę po linii rzęs uzupełnia się cały kształt oka, ale co najważniejsze kredka wygląda jak eyeliner, jeżeli robimy grubszą kreskę, jest wygodna, nie kruszy się i nie rozmazuje, a gdyby tego było mało to jeszcze jest od razu z temperówką!


Od oka przechodzimy do ust..Także czas na wszelkiego rodzaju szminki, pomadki, lipticki, błyszczyki..

Mimo, że wszystkie wyglądają podobnie to się bardzo różnią i nie mówię tu tylko o kolorze ;)


Zacznijmy od czegoś naprawdę ostrego, ostrego jak papryczki chilli... błyszczyk Lip Gloss Spicy:
           

Efekt, jak widać, "szklisty". Wygodnie się maluję dzięki sztywnemu.. nazwijmy to, pędzelkowi (który występuje jeszcze w dwóch innym prezentowanych przeze mnie błyszczykach). Do smaku ostrej papryczki można się przyzwyczaić także nie martwcie się, że będziecie miały wieczne poczucie jakby Wasze usta płonęły.
Jedynym jego minusem jest to, że szybko znika, wystarczy się nawet czegoś napić, pójść gdzieś na chwilę i już go nie widać.

Kolejny, trochę spokojniejszy: Lip Sensation, nadający ustom delikaty, ale zmysłowy efekt. Podonie jak poprzedni ma stabilny pędzelek i w odróżnienu do niegu utrzymuje się trochę dłużej.



Trzeci i ostatni z mojej kolekcji jeżeli chodzi o te z pędzelko-gąbeczką Lip Lacquer Rock with Me. Ten wygrywa z dwoma poprzednimi z rodziny pędzelkowatych jeżeli chodzi o czas utrzymywania się. Utrzymuje się parę godzin, nawet jeżeli się coś w międzyczasie przekąsi.


Na zdjęciu wygląda trochę bardziej na kolor biskupi, ale w rzeczywistości pada on bardziej w ciemny fiolet. I jest to mój ulubiony, najczęściej używany błyszczyk, szczególnie jeżeli chodzi o kolor. Jedynym minusem tej serii jest to, że lekko skleja usta. Te dwa wyżej są bardziej płynne.

I ostatnim, niedawno przeze mnie wypróbowanym cudeńkiem do ust, jest pomadka Juicy Color


Najbardziej matowa, delikatna, trwała oraz najbardziej nawilżająca z wszystkich czterech. Wzbogacona o masło shea działa dodatkowo jak balsam do ust. Kolor, który wybrałam trochę inaczej wygląda na moich ustach niż to sobie wyobrażałam, ale nie stanęło to na przeszkodzie, by stała się ona moim ulubieńcem!

Oczywiście wszystkie opisane przeze mnie pomadki, błyszczyki są dostępne w wielu wielu innych kolorach także każdy znajdzie coś dla siebie na każdą okazję i według potrzeb.

Będąc dzisiaj przelotem w Rossmanie wzbogaciłam swoją kolekcję o rozświetlacz Holiday Skin (nawilżająco-odżywczy olejek do ciała i twarzy z olejkiem arganowym - idealny na lato, by skóra wyglądała bardziej świeżo, witalnie i promiennie) oraz odżywkę do rzęs Vitamin Your Lashes (podzielona na dwie części: jedna odpowiedzialna za wzrost, a druga za rewitalizację)


No i jak się sprawdziły produkty z powyższego zdjęcia?! :)

Holiday Skin: fajnie natłuszcza skórę, szybko się wchłania, pozostawiając gdzieniegdzie delikatne ślady brokatu, ciało jest potem nie tylko pięknie rozświetlone, ale także takie delikatne i miękkie - polecam nie tylko na lato!
Rozświetlacz można nakładać na całe ciało jak i na poszczególne części, nakładając niewielką część i delikatnie ją wsmarowując.

Vitamin Your Lashes: hmm, tu mam (a raczej moje rzęsy heh) problem - fakt, zauważyłam, że rzęsy stały się twardsze i mniej ich wypada, ale nie zauważyłam jakiejś super różnicy w długości, ale to może problem moich rzęs, wiadomo na każde pewnie zadziała inaczej, ale niestety ten produkt nie spełnił wszystkich moich oczekiwań.
Odżywkę nakładałam codziennie wieczorem (ok. 20min przed snem), w weekendy 2x dziennie. Zaczynałam od krótszej końcówki, tej z gąbeczką, odpowiadającej za wzrost rzęs i nakładałam ją na linię rzęs. Natomiast dłuższą część, odpowiadającą za rewitalizację rzęs nakładałam jak mascarę :)

Oprócz tych wszystkich walorów jeżeli chodzi o wybór czy to formy kosmetyków, czy ich kolorów i właściwości to istotnym, myślę dla wielu z nas, plusem jest cena, która, biorąc pod uwagę jakość i wybór, nie jest aż taka wysoka.

Jeżeli któraś z Was ciągle szuka idealnej pomadki, tuszu czy nawet pudru to myślę, że śmiało może spróbować któregoś z firmy Wibo. Cena nie jest wysoka, a i większość opakowań też nie jest jakaś ogromna także jeżeli nie przypadnie Ci produkt do gustu lub nie spełni Twoich oczekiwań nie będzie płaczu nad wydanymi pieniędzmi czy męczenia się nie wiadomo jak długo :)


Śpijcie dobrze i przyjemnie rozpocznijcie poniedziałek!
Copyright © 2017
fanaberie Patrycji
, Blogger