Przygód szukasz?


Takie pytanie zadaje mi moja mama, kiedy spędzam dzień w domu i z nudy zaczynam jej opowiadać o swoich planach i pomysłach.

Dobra, z biegem czasu takich pomysłów jest coraz mniej, bo przecież jestem coraz starsza i mądrzejsza. Jednak to nie zmienia faktu, że przychodzi taki moment, kiedy mnie strasznie nosi. Znudzona tym, co się dzieję dookoła myślę, wymyślam, szukam zmiam.

I teraz jestem w podobnym momencie.. Zmęczona tą codzienną monotonią szukam czegoś. Szukam przygód! Oczywiście w najbardziej przyzwoitym, ale pozytywnym znaczeniu tego słowa ;)

Was też tak czasami nosi? Tak, że zrobilibyście cokolwiek z kimkolwiek (oczywiście tu upraszczam)? Tak żeby uciec od tego co jest tu i teraz? By poczuć się totalnie beztrosko?

Chodzi mi po głowie powrót do artystycznej części mojego życia.. Zajęcia z gitary, oderwanie się od codzienności, chwila odprężenia psychicznego, pisanie scenariuszy, przedstawienia teatralne i ten cały Dom Sztuki, który przez pewien okres czasu był moim drugim domem. Przyznam niechętnie, że wówczas było to czasami dla mnie męczące, że musiałam iść na zajęcia, a teraz sama z wielką przyjemnością biorę gitarę (po długim czasie) i w wolnej chwili brzdkąm sobie i podśpiewuję, wspominając tamte czasy.

Wyjechałabym gdzieś tak chociaż na dzień lub dwa, pod namiot czy na domki, żeby zmienić trochę otoczenie, popatrzeć na inne twarze, oczyścić umysł, pooddychać innym powietrzem i wrócić jako nowa albo chociaż trochę odświeżona ja. Z naładowanymi bateriami i większymi chęciami do życia.
Albo poszłabym po prostu na jakąś dobrą imprezę, nawet w kameralnym gronie, cokolwiek. Poszłabym wytupać i wytańczyć całą złą energie i męczące myśli. Rozsmakowana w kolorowych drinkach, w wirze głośnej muzyki pozwoliłabym wszystkim istniejącym endorfinom wypełnić mnie całą, żebym kolejnego dnia mogła stawić czoła czekającym mnie obowiązkom i wyzwaniom.

Niby proste rzeczy, a takie trudne do wykonania, bo do wszystkiego oprócz pieniędzy, potrzeba również czasu, który jest tak cenny, i którego tak ciągle brakuje. W dodatku nikt nie jest sam przed siebie, a osoby dookoła nas również mają jakieś obowiązki i te wszystkie filmowe spontany niestety rzadko kiedy sprawdzają się w realnym życiu.

I nie mówię tu o takich wyskokach na kawę czy o ćwiczeniach "to keep fit", bo z takich mniejszych rzeczy to, co chwilę coś się dzieję i doceniam ludzi, którzy biorą w tym udział, ale raczej mam na myśli takie życiowe BOOM, jakieś większe wydarzenie czy po prostu porządny reset.

Dużo przygód, projektów i większych zmian czeka mnie co prawda w wakacje, ale do tego jeszcze dużo czasu, szczególnie patrząc pod kątem tego, że teraz tak bardzo chciałabym coś zrobić.

Pokładam jeszcze nadzieję w weekendzie majowym podczas którego raczej będę na miejscu, ale mam nadzieję, że uda się przynajmniej chwilę odetchnąć i zrobić coś szalonego, a przynajmniej coś przyjemniejszego, co zburzy codzienną rutynę ;)

No, ale niestety nie pozostaje mi dzisiaj już nic innego jak wrócić do książek, bo kolokwia w przyszłym tygodniu same się nie zdadzą, zacisnąć zęby i umilać sobie każdą wolną chwilę do momentu, który rozładuje całe napięcie.

Życzę Wam spokojnego niedzielnego wieczoru oraz dużo siły, żebyście wytrwali do weekendu majowego!
Copyright © 2017
fanaberie Patrycji
, Blogger