Wieczór planszówek w Żaku. Jestem Rebelem!

Coś w tym chyba jest, że jak jest się singlem to widzi się pełno parek albo na odwrót, jak się kupi jakąś rzecz, np. samochód to tak jak nigdy takiego nie widzieliśmy albo baaardzo rzadko tak teraz co krok tylko, że w innym kolorze i ja tak teraz mam z planszówkami.

Większość z nas jak była malutka grała w jakieś gry planszowe albo planszowopodobne, które miały nas rozwijać, uczyć nowych rzeczy itd. Wiekszość z nas zna klasyczne: Monopolony/Eurobiznes czy Scrabble, nie mówiąc już o Chińczyku. Mam rację? :)

Ja też jak byłam młodsza lubiłam pograć sobie rodzinnie w różne gry, ale strasznie nie lubiłam przegrywać. I tutaj opowiem Wam pewną anegdotkę..

Jak już wspomniałam - nie lubiłam przegrywać. Dalej w sumie nie lubię, ale teraz większą część porażek umiem przyjąć na klatę, ale jako dziecko, wiadomo, bywało z tym gorzej. Mój wujek nigdy nie pozwalał mi wygrywać, a ja się wtedy bardzo denerwowałam. Na któreś Mikołajki przyszedł do mnie św. Mikołaj, czyt.znajomy rodziców. Zadawał dużo standardowych pytań: czy lubię chodzić do przedszkola, czy powiem mu jakiś wierszyk i takie tam. Ale zadał też jedno pytanie, na które odpowiadając chyba pierwszy raz w życiu tak na poważnie skłamałam..czy lubię grać w gry i czy umiem przegrywać, bo słyszał, że nie..(tum tum tuum). Ja chcąc dostać wszystko, co miał w worku i wypaść jak najlepiej, odpowiedziałam: oczywiście, że umiem i nie mam z tym żadnego problemu. Coż..później musiałam nad tym wytrwale pracować.

No, ale przedszkole się skończyło i znalazły się inne formy zabawy. Gry planszowe, przynajmniej u mnie, poszły w odstawkę i pojawiały się tylko od święta. No, ale to jest jak z modą - powraca.
Dwa lata temu w wakacje powróciłam do ostrej gry w Makao, a ok.rok temu do gier planszowych.

I tak, zanim się obejrzałam, z kilkuosobowej grupki najbliższych znajomych, z którymi zaczęłam się spotykać na planszówki, powstało nagle pełno eventów, co jakiś czas ktoś się chwali, że kupił sobie jakąś nową grę, no i na snapie też nie brakuje relacji z poważnych rozgrywek.
A ja myślałam, że w gry planszowe już nikt nie gra.. a tu proszę!

Muszę przyznać, że jest to miłe zaskoczenie, że są jeszcze ludzie, a nawet jest ich coraz więcej, którzy potrafią kulturalnie, nawet przy piwku, spotkać się, pogadać, pośmiać się, a przy tym po godzinach ruszyć swoje szare komórki do pracy :)

I tym długim tytułem wstępu chciałam dojść do dzisiejszego, a w sumie wczorajszego, wydarzenia, które miało miejsce w Klubie Żak - promocja nowej gry firmy Rebel.


Nowa gra wyżej wymienionej firmy nazywa się Łowcy skarbów. Mimo, że nie udało mi się jej wygrać to chociaż udało się zagrać i muszę Wam powiedzieć, że gra jest super!


Gra jest całkiem prosta, oczywiście po ogarnięciu zasad, ale ambitna i wciągająca. Trzeba się trochę pozastanawiać, obmyśleć jakąś strategię tak żeby, oczywiście, wygrać, ale mimo wszystko nie wymaga pełnej uwagi i skupienia. Nie ma za dużo dupereli przy grze także się człowiek za bardzo nie rozprasza i nie rozdrabnia. Są żetony, karty i gobliny - to wszystko :) A, i ciekawą rzeczą, której się można dowiedzieć podczas gry, co momentami bywa gubiące, jest to, że maximum czasami bywa minimum, więc trzeba uważać na zgniłe jajo!


Jednak zanim udało nam się dorwać do Łowcy skarbów zabraliśmy się za Dixit - idealna gra na rozgrzewkę. To takie dla mnie ciche kalambury lub po prostu gra w skojarzenia. Są karty z lekko psycho obrazkami, a do tego króliczki biegają po łące.. Czego więcej potrzeba żeby ruszyć tę bardziej kreatywną półkulę?!


No, a na koniec wypróbowaliśmy jeszcze Splendor, który mnie akuratnie jakoś specjalnie nie urzekł. Niby przyjemna gierka, ale jak to mówią "dupy nie urywa". Jak będę miała jeszcze kiedyś okazję zagrać ze swoimi ziomkami to chętnie to zrobię, ale w kolejce bym po tą grę nie stała. Dla mnie to taka rozbudowana gra w Makao, ale bardzo uproszczona i skrócona wersja Elizjum.

Obsługa całego wydarzenia była bardzo sympatyczna i pomocna. Dobrze byłoby mieć zawsze chociaż jedną taką osobę "w rękawie", bo od razu ułatwiałoby to granie. Dużo lepiej jest usłyszeć krótko a konkretnie jaki jest cel gry oraz co do czego niż czytać samemu strona po stronie. Ci, co grają lub grywają wiedzą jak mozolne to jest, szczególnie kiedy instrukcja jest bardzo rozbudowana. Po pewnym czasie po prostu odechciewa się gry.

Klub Żak, jako że byłam pierwszy raz, oceniam bardzo pozytywnie. Wystrój prosty, ale bardzo przytulny. Wybór, jeżeli chodzi o jedzenie i picie, szeroki, a w dodatku ceny można powiedzieć, że są adekwatne, szczególnie porównując do innych miejsc. Tylko szkoda, że nie chcieli w pełni skorzystać z tego, że to właśnie w ich klubie Rebel robi promocje i od 19:30 odmawiali przygotowywania dań..

Fajnie było spędzić wieczór na takim chill'e w środku tygodnia. Bardzo przydatne i bardzo polecam!!!

A Wy macie jakieś ulubione gry? Coś wartego polecenia? A może ktoś jakąś niedawno odkrył? Chwalcie się w komentarzach ;)

Czuję, że Redbull powoli ze mnie schodzi także mogę już życzyć wszystkim dobrej nocy i dobrej środy!
Copyright © 2017
fanaberie Patrycji
, Blogger