Jedna z cnót, czyli Przyjaźń


Według Arystotelesa przyjaźń to jedna z cnót. Twierdzi on również, że istnieje kilka rodzajów przyjaźni: idealna, będąca wartością samą w sobie oraz takie, z których każda ma spełniać pewien cel (użyteczność, przyjemność).

Ta pierwsza jest skarbem, a ta druga? Czy to na pewno przyjaźń? Czy nie jest to raczej bardziej przymusowa, toksyczna relacja? No, ale pewnie nie myśli się tak o tym kiedy oczy są przysłonięte określonym celem..

Przyjaźnie kiedyś tak wielkie teraz ograniczają się tylko do like'a na fejsie albo follow na insta. I nie, nie mam zamiaru teraz psioczyć na wszystkie social media, bo byłabym hipokrytką.

Dlaczego skoro w realu już się nie kumplujemy to w necie nawzajem lajkujemy sobie zdjęcia?

Czy to dlatego, że ciężko jest nam powiedzieć "sorry" albo chociaż zagaić o spotkanie? Głupio nam po dłuższym czasie normlanie pogadać? Nie mówiąc już o naprawieniu relacji.. A nie głupio nam śledzić czyjeś życie wirtualne i jeszcze to okazywać?

Ktoś by tu wtrącił: nie ma co przeżywać, przecież "people come, people go"...

Nie mówię tu o czasach przedszkolnych. Tu słowa nigdy zawsze mają inne znaczenie. Jako mały srajtek aż tak świadomie się o tym nie myśli. Chociaż..porównując do niektórych "dorosłych" to nie wiem czy jednak nie bardziej.. Może nawet przyjaźnie zawarte w tym czasie są bliższe tej idealnej..

Ale kiedy jesteśmy już taacy dorośli możemy przecież wszystko i w końcu jesteśmy sami za siebie odpowiedzialni to czemu nagle umawiamy ręce od wszelkiej odpowiedzialności? Nagle mówimy, że "nie wiemy", a wcześniej byliśmy tacy 'hej do przodu, wszystkowiedzący'. Czyż nie?

Dlaczego z pełną świadomością zarzekamy się, że to na zawsze, a w głębi duszy i tak nie wiemy, co nas jutro czeka i czego będziemy chcieć..


Nie można mieć pełno przyjaciół, chyba, że przez to rozumiemy dobrych kumpli, a za każdym razem dzielimy co komu możemy powiedzieć, ale prawdziwego przyjaciela można mieć albo jednego albo żadnego.


Bredzę? Być może.

Zarzekamy się, że mamy prawdziwe, niezmienne wartości. A tak z ręką na sercu, ilu jest takich wśród nad, którzy by postawili je na pierwszym miejscu chociażby nie wiadomo co?


A czy to własnie przyjaźń nie jest tą najwyższą, a przynajmniej jedną z wyższych, wartości?! Czy to nie jest podstawa do innych bardzo ważnych wartości?

Może jest tu więcej pytań niż odpowiedzi. I jest to denerwujące jak przewaga liter nad cyframi w zadaniu matematycznym..

Więc może to trochę uporządkujmy i chociaż trochę podsumujmy :) Chociaż zagłebianie się w jakieś psychologiczne popędy może trwać i trwać, a i tak ciężko będzie całość ugeneralizować.


  • przede wszystkim, dla zachowania spokoju wewnętrznego, trzeba pogodzić się z ideą, że ludzie przychodzą i odchodzą
  • staramy się dobierać znajomości tak, by bliższe były tej idealnej, a nie tylko mającej jakiś cel
  • pielęgnujemy wartościowe znajomości
  • a te w których coś się psuje, a o które warto walczyć to walczymy
  • staramy się być, a nie tylko bywać
  • jeżeli coś nam nie pasuje to mówimy, rozmawiamy, skoro ktoś słuchał naszych głupot po 2/3 piwach to może i posłuchać o tym, co nam nie pasuje
  • nie znikamy, co najwyżej możemy osłabić częstotliwość, bo chyba nie chcemy mijając się na ulicy odwracać wzroku, a jeżeli coś nam nie pasuje to patrz punkt wyżej
  • ostatnie i najważniejsze to zawsze dbać o własny tyłek, bo jak wszyscy odejdą to przynajmniej będzie na czym usiąść

Daje Wam (i sobie też) sprawę do przemyślenia na resztę dnia - jeżeli ktoś dojdzie do jakiś kolejnych nowych, innych wniosków to może się śmiało dzielić :)

Przyjemnego popołudnia!
Copyright © 2017
fanaberie Patrycji
, Blogger