Rutyna flamastra


Nie skończyłam osiemnastki miesiąc temu, miałam już pierwszą prawdziwą pracę i nie studiuję od wczoraj, ale nadal czuję się tak:

SB: Now that you're adult what do you want do with your life?
ME: I don't know.. I didn't think I'd get this so far..


Stwierdziłam, że jedyne, co mogę studiować to kierunek związany z językami. Nie myślałam, co potem z tym zrobię. Po prostu skoro miałam coś wybrać na kolejny etap edukacji to stwierdziłam, że rozszerzonej matmy mi wystarczy i zajmę się czymś, co lubię.

Pierwszy semestr roku pierwszego lingwistyki stosowanej dobiega końca. Czekamy jeszcze na ostatnie wyniki, trzymając kciuki, żeby nie wpadła jakaś poprawka (mimo, że jeszcze nie wszystko zaliczone, czuję się jakbym już zdała) i będzie można cieszyć się dwoma tygodniami wolnego :) Tak, dwoma, bo nie mamy na całe szczęście sesji zimowej!

Oprócz zwyczajnego zastanawiania się, czy jednak to to, a może jednak nie jestem w tym aż taka dobra, może trzeba pomyśleć o czymś innym i wymyślaniem planów B, C,..., Z to nadszedł również taki moment kiedy:
I serio, byłam gotowa wymienić złotówki na dolce.. Kryzys, coś co w końcu musiało przyjść na nowym gruncie. Ważne, żeby się nie poddać, zmierzyć się z tym i poczekać aż przejdzie.
No i przeszło. Ale był taki moment, kiedy nawet moje kolorowe zakreślacze dały mi do myślenia..

Jako, że jestem wzrokowcem i lubię sobie umilić naukę używam tryliona kolorów. Mimo, że mam ich trochę, myśląc ostatnio o życiu, o studiowaniu, o znajomych i w ogóle o wszystkim (wiadomo jak to jest, kiedy jest ciężki czas wystarczy poruszyć jeden temat a reszta leci jak domino), wpadłam w rutynę. W rutynę flamastra.

Żaden kolor nie był odpowiedni, każdy mi po prostu obrzydł.. To chyba najzwyklejszy efekt przemęczenia. Na szczęście przyszło wolne. Coś co było niezbędne i bardzo potrzebne :) Podobnie jest z życiem, prawda?
Dobrze jest poznać siebie na tyle, by nie dopuścić do chwili, kiedy popadamy w rutynę. Nawet w najmniejszej dziedzinie życia. Dobrze jest wiedzieć, kiedy trzeba coś zmienić, by nie dopuścić do tego nijakiego uczucia.
Niestety w codziennym pędzie nie zawsze da się wyczuć na jakim etapie się znajdujemy. W jakiej kondycji jest nasz organizm. Pochłonięci ambicjami, dążeniem do sukcesu, poprawieniem wyników, zaimponowaniu sobie czy innym zapominamy o tej chwili wytchnienia i zamienieniu flamastra na jakieś inne narzędzie, które chociaż trochę zmieni nasz rytm.

Przemyślcie sprawę, bliżej się sobie przyjrzyjcie i pielęgnujcie to, a lada chwila coś się zmieni. Nie ma nic ważniejszego od dobrego samopoczucia oraz uczucia odprężenia i błogości :)

Spokojnej nocy, kochani!
Copyright © 2017
fanaberie Patrycji
, Blogger