"Nie każdy pierdzi kolorowym pudrem" - recenzja filmu "Moje córki krowy"


Czyli polski film, który w końcu (po długim czasie) robi wrażenie i pokazuje życie takim jakie jest.

Lekko dysfunkcyjna rodzina, kochająca się na swój dość nietypowy sposób. Każdy jest bezpośredni, powiedziałabym, że momentami nawet chamski i sarkastyczny. Kiedy spotyka ich tragedia dużo się nie zmienia, nie stają się nagle cukierkowi i wzorowi, pozostają sobą i pomimo swoich przekomarzań i złośliwości żyją ze sobą i wiedzą, że mogą na siebie liczyć.

Jedna z sióstr twardo stąpająca po ziemi aktorka, znana postać. Przyjmuje wszystko na klatę, nie pozwala sobie na łzy (za wyjątkiem jednej sceny), jest realistką, stara się cały czas myśleć trzeźwo i logicznie, nie pozwala sobie na załamania, bo wie, że musi być silna. Za dużo ma na głowie, musi opiekować się innymi, utrzymywać rodzinę i cały czas zachowywać zimną krew, co nie oznacza wcale, że nie pokazuję żadnych emocji..śmieje się, żartuje, denerwuje, krzyczy a nawet pokazuje swoją delikatną i ciepłą stronę. Jest przykładem tego, że nie każda "zimna suka", jak ją w pewnej scenie nazywa siostra, nią jest, bo potrafi także okazać trochę empatii.

Druga siostra jest całkowicie inna. Jest mniej odporna na to co się wokół niej dzieje, nieporadna i dodatkowo, co nie ułatwia sytuacji, ma problemy z alkoholem i męża nieudacznika do zniesienia. W tym przypadku wyraźnie widać, że jest tą młodszą. Ciągle potrzebuje, przynajmniej mentalnej, opieki i pomocy. W przeciwieństwie do tej starszej nie wyobraża sobie życia bez rodziców - nie godzi się z naturalną (choć dla obydwóch smutną i przygnębiającą) kolejnością rzeczy. Chociaż..mimo to potrafi czasami odszczeknąć i powiedzieć swoje zdanie.

Rodzice. Mamy niestety nie mamy możliwości za bardzo poznać, ale wydaję się ona być dobrą, ciepłą i spokojną osobą, nie chcącą za bardzo absorbować sobą innych.
A tata z kolei rozładowuje całe napięcie. Jego kwestie mimo, że są dość krótkie to zawsze trafne i zabawne. Wydaje się nie przejmować za bardzo tym, co mu dolega, chce korzystać z życia i nie lubi marnować czasu na niepotrzebne według niego sprawy. Jedyną osobą, którą się wyjątkowo przejmuje jest jego żona.. Zdarza mu się szydzić ze swoich córek-krów, zdarza mu się je obrażać, ale mimo to mają ze sobą dobry kontakt i chcą dla siebie jak najlepiej. Może tego nie widać, ale chcą :)

Film jest wyjątkowy, ponieważ:
  • radzi sobie bez uzupełniających cały czas melodyjek i sam w sobie tworzy idealną całość, i odpowiedni nastrój
  • pokazuje, że polskie filmy też mogą być dobre, a jest takich coraz więcej!
  • nie jest przerysowanym dramatem, który tylko wyciska łzy, ale także "bawi i uczy"
  • nie kończy się happy endem ani sad endem, tak naprawdę żadnym endem, bo kiedy samochód oddala się, zapalają się światła i nie wiemy, czy ojciec wygra z chorobą, a siostry staną się nagle bff?! nic nie wiemy, możemy sobie tylko wymyślać i snuć domysły
"Moje córki krowy" - dobry film, prawdziwy jak życie! Polecam szczególnie tym, którzy mają dość przewidujących i przesłodzonych filmów, gdzie to zawsze ten zły się nawraca, powstaje miłość, a historia kończy się jednoznacznie.

Udanego weekendu - obejrzyjcie coś dobrego!
Copyright © 2017
fanaberie Patrycji
, Blogger